„Być może najważniejszym aspektem zdrowia psychicznego jest umiejętność czucia się bezpiecznie w obecności innych ludzi.”
To nie są moje słowa, to cytat Bessela van der Kolka, autora książki “ Strach ucieleśniony” Ale są to słowa, które wybrzmiewają we mnie coraz mocniej. Bo kiedy zaczynamy rozumieć, jak wielką wagę ma bezpieczeństwo w relacji, tej z drugim człowiekiem i tej z samym sobą to zaczynamy też rozumieć, czym naprawdę może być uzdrowienie.
Chodzi o poczucie bezpieczeństwa, które nie jest abstrakcyjne, lecz cielesne, głęboko zapisane w naszym układzie nerwowym. Jeśli nasze ciało nie czuje się bezpieczne trudno mówić o dobrostanie, spokoju czy zdolności do relacji.
Bezpieczny dotyk. Miękki, obecny, niespieszący się. Nie naprawia. Nie tłumaczy. Nie próbuje ulepszać. On po prostu jest i w tej obecności, czułości i ciszy, ciało zaczyna puszczać.
Puszczać czujność, napięcia i historię, którą tak długo trzymało pod skórą.

Medycyna Dotyku nie jest techniką choć oczywiście uczę narzędzi, ktore nazywamy techniką. Jednak to nie zestaw ruchów, które należy wykonać w odpowiedniej kolejności. To raczej stan obecności jako subtelnej, głębokiej gotowości do bycia z drugim człowiekiem takim, jaki jest. I z własnym ciałem dokładnie takim, jakie jest w tym momencie. Narzędzia i ich świadomość mają nas w tym wspierać.
Zauważam, że coraz więcej osób tęskni nie za kolejną metodą “samorozwoju”, ale za prostym doświadczeniem bycia przyjętym. Zobaczonym. Uznanym. Zresztą dla mnie samej wciąż są to największe lekcje.
Za miejscem, gdzie nie trzeba niczego udowadniać. Gdzie ciało może zadrżeć, zapłakać, zasnąć, zamilknąć. Za bezpiecznym przytuleniem , z którego nie chce uciec. Za ciepłą dłonią i równie ciepłym spojrzeniem. I to wszystko jest dobrze, bo to właśnie tam w tej cichej, nieoceniającej obecności zaczyna działać Medycyna Dotyku.
I może właśnie po to są te spotkania. Nie po to, by robić “kolejny trening”, ale żeby nauczyć się trzymać i być trzymanym i że dotyk może być bezpieczny. By wnieść go do codzienności, do naszych bliskich. By znów uwierzyć, że można czuć się bezpiecznie z innymi ludźmi.
A z tego miejsca, wszystko inne ma szansę się wydarzyć we własnym tempie.