Lomi to lek na egoizm

Lomilomibodywork2023-0022

To zdanie wypowiedziała Julka Lewandowska podczas jednego z ostatnich spotkań LOMI.

Proste. Mocne. Prawdziwe.
Zatrzymało mnie. I zostało we mnie.
To jedno z tych zdań, ktore strzałą trafia prosto do sedna.

Julka powiedziała też : „Dlatego, że nie jestem tu tylko dla siebie. Jestem po to, by dawać – i by przyjmować.”

Z miejsca, w którym chcę dzielić się sobą: uważnością, obecnością, dotykiem.
Z miejsca, gdzie nie trzeba nic udowadniać ani niczego oczekiwać w zamian.

I tak – właśnie o to chodzi.

Dla mnie również Lomi to dla mnie nauka przyjmowania.
Z otwartością. Bez napięcia. Bez poczucia winy czy potrzeby zasłużenia.
Bo prawdziwa wymiana dzieje się wtedy, gdy przepływ jest obustronny.
Dawanie i przyjmowanie stają się ruchem jednego ciała – oddechem relacji.

W świecie, który często podkreśla: „musisz postawić granice, musisz zadbać o siebie, musisz być trochę egoistyczna” – ja wierzę, że można dbać o siebie, nie odcinając się od innych. Że można być przy sobie i jednocześnie w połączeniu. Że troska o siebie nie musi stawiać muru, ale może być mostem.

Dla mnie praktyka Lomi nie jest transakcją ani techniką dawania i odbierania. To spotkanie.
Spotkanie, w którym nic nie trzeba udawać. W którym mogę być taka, jaka jestem i dać drugiej osobie miejsce, zaciekawić się by też mogła być sobą.

Tego cały czas uczę się w tej praktyce.

Że gdy jestem przy sobie mogę być naprawdę obecna dla drugiej osoby.
Że gdy dotykam z łagodnością – nie jestem oddzielona. To spotkanie porusza także mnie.
I że ta wymiana nie wyczerpuje. Ona zasila.

Bo właśnie w tej wzajemności – w tym, że dajemy i przyjmujemy pojawia się coś więcej.
Pojawia się przestrzeń, w której możemy czuć się naprawdę przyjęci i zobaczeni.
W której świat się nie kończy, kiedy odsłaniamy swoje wrażliwe części.
Wręcz przeciwnie – okazuje się, że ludzie zostają. Że nie uciekają.

To daje otwartość i zaufanie.
To buduje przynależność.
To tworzy wspólnotę i prawdziwą bliskość.

I właśnie wtedy pojawia się to delikatne, ale mocne poczucie dla każdego z nas znajome – nie jestem sama, nie jesteśmy sami.

To nie są tylko słowa.
Doświadczyłam tego wiele razy w sobie ale też świadkując innym podczas Ohan – spotkań społeczności LOMI.

Nawet ostatnio na koniec przyszły przyszły łzy z otwartej rany. Głębokie. Uparte. Prawdziwe. Nie chciały sie zatrzymać. I mogłam je przeżyć w obecności ludzi, którzy nie uciekają.
Którzy nie próbują „naprawiać”, ale zostają. Są bez potrzeby wyjaśniania.
Znów poczułam: tu można oddychać.
Tu można być w całości – bez filtra, bez roli.

Dlatego jestem wdzięczna, że ta praktyka jest w moim życiu. Że jest drogą, która nieustannie przypomina, że nawet jeśli się pogubię – wiem, jak wrócić. Bo przez wiele lat podążałam za tym, co kiedyś było słowem, a dziś staje się ucieleśnioną praktyką miłości i obecności.

Widzę, jak uzdrawia mnie samą. Jak przypomina o tym, co istotne. Jak prowadzi – nie przez idee, ale przez doświadczenie. Jak wspiera ludzi wokół. Jak pomaga wrócić do dobrych miejsc w sobie i świecie. I jak pomaga dokladać cegiełkę do lepszego świata / takiego , w ktorym chcemy żyć bez lęku – w większej ufności.

I jak wytrwale przypomina:

  • Że każda istota, każda nitka życia ma swoje miejsce w wielkim tkaniu świata.
  • Że życie nie jest przypadkiem, ale rytmem, który tańczy w harmonii z całością.
  • Że każdy z nas niesie dar.
  • I że pytanie nie brzmi: co otrzymam?
  • Ale: co mogę ofiarować?

Mahalo Aga